Na początku była Ciemność.

   Najwyższy Władca, który dotąd trawił czas- nie, nie czas, gdyż nie było jeszcze czasu- który trawił ów „nie-czas” na kontemplacji własnej wszechmocy, odczuł kaprys rozjaśnienia Ciemności. Uczynił więc sobie piec i wzniecił w nim płomienie, aby ustąpiła w jednym miejscu, a mógł to uczynić, bowiem to On był Ciemnością. [Ciemność] Ustąpiła więc i tak po raz pierwszy zatliła się Światłość.
Światłość nie mogła rozproszyć całej Ciemności, a jedynie jej skrawek i w ten sposób potęgowała tylko bezmiar, który pozostawał poza Światłością. I już wtedy Władca wzgardził Światłem, bowiem utrzymać się mogło tylko z jego łaski i za jego kaprysem.
Odczuł ponownie kaprys, tym razem aby wypełnić pustkę. Uczynił więc sobie kowadło. Boska kuźnia była gotowa.
Ugniótł w swojej prawicy strzęp Ciemność, aż nabrała więcej bytu niźli miała dotąd. Po czym cisnął ją w piec. Ujął wtedy Grishna, młot Stworzenia i Zagłady, dobył ową garść z ognia i uformował mocarnymi ciosami. Tak wykuł sobie pierwszego sługę, którego dużo, dużo później nazwano Landvetiir.
Tym sposobem powstało jeszcze dwoje sług: Hagna i Argos, które to imiona dopiero mieli otrzymać.
Swoim sługom Władca przyznał zadania: Landvetiir i Argos mieli utrzymywać kuźnię w porządku, zaś Hagna, która była kobietą, miała ogrzewać jego łoże. Po tej boskiej pracy odczuł bowiem znużenie, uczynił sobie łoże i spoczął na nim z Hagną.
   Tak na początku wyglądał kosmos. Był w nim piec, który nazywamy Słońcem, kowadło, które nazywamy Księżycem i łoże, które zwiemy Światem.
Czas mijał- bowiem istniał już czas- a z jego upływem Władca poznawał, że trójce sług daleko do jego własnej doskonałości. Także potomstwo które wydała Hagna, nie okazało się godne swego ojca. Troje sług, choć z materii Ciemności, to stworzeni byli w blasku Światła. Lękali się Ciemności, która wypełniała wszystko poza kuźnią, słabi i godni pogardy jak samo Światło. I stało się, że Władca poczuł Gniew. Rozważał czy nie obrócić swoich pierwszych stworzeń w proch. Byli mu jednak użyteczni, więc oszczędził ich, na razie.
   Gdy ponownie przystąpił do pracy, wpierw zgasił Światłość, mimo błagań Landvetiira, Hagny i Argosa. Uczynił sobie kadź, podciął żyłę nożem Xawer, nożem o płomienistej klindze i upuścił do kadzi swojej krwi. Znów rozpalił w piecu ogień, ale tym razem był to czarny ogień jego Gniewu, który choć gorący to nie rzuca światła, ale gęstszy jeszcze mrok. Ciskał w piec Ciemność, bardzo wiele Ciemności, a gdy żar rozpalał ją do odwrotność blasku, gdy była gotowa do obróbki, w mroku kuł i hartował ją we krwi. Tak stworzył sobie kolejne sługi, legiony sług. Wykuci z Ciemności, w ogniu jego Gniewu, hartowani w jego krwi. We wszystkim już uczynieni byli na Jego obraz i podobieństwo. To Demony.
   Na czele swoich nowych stworzeń ruszył w podróż, zapalając dla zabawy gwiazdy. Nakazał też Demonom by zabawiały Go, walcząc między sobą. Zwycięzców czynił swoimi przybocznymi, a przegranych ciskał poza granice Istnienia.
   Gdy powrócił do kuźni, Argos wyszedł mu naprzeciw, skamląc o zmiłowanie i litość: Otóż Hagna przeczuła, że całą ich trójkę czeka teraz zagłada. Uwiodła więc braci i skłoniła do buntu. Nieudolnie próbując wykuć broń przeciw swemu Panu, ponownie rozpalili w piecu zwykły ogień, wzniecając Światłość.
Władca odczuł wtedy Gniew, jakiego kosmos jeszcze nie widział. Skrępował Argosa łańcuchami i zawiesił nad piecem tak, by języki płomieni zwęglały jego ciało, nie na tyle jednak by uśmiercić. Ukarany jako pierwszy, Argos cierpiał najdłużej i w tym czasie nabył mądrość którą cierpienie niesie. Z mocy tej mądrości, z popiołów Argosa w żarze pieca wykluły się smoki. Mimo, że mądre i przebiegłe, nie pojęły błędu swego rodzica i nie oddały pokłonu Najwyższemu Władcy.
Landvetiir próbował walczyć i zdołał nawet zadrasnąć Władcę. Tym straszniejszy los go spotkał. Został przykuty do Kowadła, a horda demonów wyjadała jego wnętrzności.
Przyszedł czas na Hagnę. Władca rozciągnął ją na Łożu i nakazał, aby wypiętrzyło się w kształt szarpiących ciało grzbietów. Tak powstały góry- by zadać cierpienie poprzez ból.
Nakazał też trysnąć wodzie, a Hagna uczuła wtedy, że pragnie. Tak powstały rzeki  i jeziora- by zadać cierpienie poprzez pragnienie.
   Nakazał ziemi wydać rośliny, wśród nich drzewa dające wszelki owoc smaczny i pożywny. Hagna uczuła wtedy, że łaknie. Tak powstały rośliny- by zadać cierpienie poprzez głód.
Hagna, wśród szlochów, wylała podówczas bezmiar łez. Oto jak powstały morza.
   Gdy wreszcie Władcę znudziły odbijające się od gwiazd jęki, zmiażdżył całą trójkę ciosami Grishna. Krople płynów ich ciał spadły na Świat, a ponieważ zostały strząśnięte z młota kreacji, z kropel tych powstały zwierzęta, a także istoty rozumne. Z krwawego potu którym spłynął Landvetir w czasie walki ze Stwórcą, zrodzili się orkowie, a z czystej jego krwi- elfy. Z krwi Argosa powstali ludzie, zaś z krwi Hagny- krasnoludy.
   Władca pochylił się nad nimi i nakazał ukorzyć przed swoim majestatem. Ludzie, zrodzeni z krwi Argosa, w znacznej mierze wykazali ten sam rozsądek, co on swego czasu. Pozostałe rasy odpowiedziały jednak z butą, która przywiodła do zagłady Troje Sług. Władca, rozbawiony, ponownie opuścił kuźnię. Pozostawił jednak część demonów pod wodzą najbardziej przebiegłego, Zachagana, by ten oczyścił jego Łoże z robactwa.
   On to w późniejszych dniach posłużył się hardymi orkami, darując im stal i możliwość użycia jej przeciw elfom. W ten sposób odpowiedział na pierwszą potrzebę ich natury, natury istot zrodzonych z potu wytoczonego w bitwie. 

    I tak Zachagan kontynuuje swoje zadanie do dziś, a wraz z nim wszyscy którzy mają dość rozumu by przyłączyć się zawczasu do zwycięzców, w oczekiwaniu na powrót Najwyższego Władcy. Chwała imieniu Zachagana, jedynego prawdziwego boga!

Poniższe dotyczy Ammafira Czarnoksiężnika i jego zwolenników:

   Lecz Zachagan zawiódł. I stało się, że to człowiek ujął młot Grishna by zamiast niszczyć Świat, uczynić go na nowo godnym Najwyższego Władcy.